Pracownie Sztuk Społecznie Stosowanych

Projekt finansowany był ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Samorządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

Projekt oparto na doświadczeniach, jakie wynikają z trzyletniej pracy edukacyjnej i animacyjnej Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych, prowadzonej wspólnie z Collegium Civitas, Powiatem Ełckim i Stowarzyszeniem „Tratwa”. Koncentrowała się ona na odkrywaniu i aktywizowaniu potencjału kulturotwórczego Mazur - Ełku i jego najbliższych okolic. Poszukiwaliśmy takich jakości, które stanowić mogą o potencjale i unikalności kulturowej, tego co może się stać podstawą do tworzenia jedynych w swoim rodzaju form lokalnej aktywności artystycznej i kulturalnej. Tym zasobem jest niezwykła przeszłość najstarszych mieszkańców ełckiego i ich kulturowe zróżnicowanie.

Obszar ten jest tyleż potencjalny, co trudny w aktualizacji. Każda wioska jest swoistym mikrokosmosem kultur – tworzą ją rodziny Mazurów, przesiedleńców z polskiego przedwojennego wschodu, Ukraińcy z Akcji "Wisła", przesiedleńcy z wielu regionów Polski. Najstarsi mieszkańcy tych obszarów przewędrowali - dosłownie i w przenośni - wiele „światów” – tradycyjną, przedwojenną kulturę wiejską, wojnę, trud osiedlania się, „erę PGRów”. Każdy dom jest pełen niezwykłych wspomnień, opowieści, historii.

Celem projektu było artystyczne opracowanie tego dziedzictwa i upublicznienie go w formie festiwalu realizowanego we wsiach objętych projektem.

Metoda projektu polegała na odwróceniu zwyczaju polegającego na importowaniu, przy okazji organizowania wydarzeń kulturalnych gotowych spektakli, wystaw etc. Główną zasadą stosowaną w trakcie projektowania działań artystycznych, było czerpanie inspiracji od mieszkańców wsi oraz tworzenie sytuacji umożliwiających im czynny udział w każdym z etapów projektu.

Program realizowany był w trzech wsiach Powiatu Ełckiego – Orzechowie, Rożyńsku i Skomacku Wielkim.

Współorganizatorami przedsięwzięcia było Stowarzyszenie „Tratwa”, Powiat Ełk, Gmina Stare Juchy, Gmina Ełk oraz Stowarzyszenie „Kraina Druglina”.

Projekt realizowany był przez trzy grupy twórcze, z których każda przygotowywała widowisko w jednej ze wsi. Grupy koncentrowały się na wykorzystaniu środków ekspresji jednej z dziedzin sztuki:

-        grupa „Skomacka” pracująca pod kierunkiem Przemysława Wasilkowskiego, któremu asystowali Grzegorz Gromek i Piotr Rynkiewicz zajmowała się pracą nad stworzeniem spektaklu teatralnego,

-        grupa „Rożyńska” kierowana przez Alicję i Marka Ruczko, jako główny środek ekspresji wykorzystywała śpiew i muzykę tradycyjną,

-        grupa „Orzechowska” - pracująca pod kierunkiem Bartosza Świąteckiego i Adama Cieślaka koncentrowała się na tworzeniu widowiska plastycznego.

Trzon grup stanowili młodzi artyści olsztyńscy. Każda z grup od marca 2010 regularnie spotykała się na cotygodniowych próbach. Oprócz prac w Olsztynie, prowadzono działania przygotowujące wydarzenia artystyczne, we wsiach objętych projektem.

Rożyńsk

Działania przygotowujące Sobótkę w Rożyńsku po raz drugi, różniły się w sposób zasadniczy od pierwszej próby w roku poprzednim. Różnica polegała na tym, że tym razem Sobótka, we wszystkich jej przejawach, miała być wydarzeniem przygotowywanym wspólnie z mieszkańcami wsi. Przygotowania rozpoczęliśmy kilka miesięcy przed czerwcowym wydarzeniem. Zaczęło się od cyklicznych spotkań ze wszystkimi pokoleniami mieszkańców  Rożyńska. Ze starszymi mieszkańcami rozmawialiśmy o dawnych zwyczajach, majówkach, zabawach, wspólnych spotkaniach czy świętowaniu różnych uroczystości. Panie zaczęły przypominać sobie dawne piosenki, które śpiewały przy różnych okazjach. Podczas spotkań dowiedzieliśmy się także o pewnej historii z przeszłości, którą pamiętają najstarsi mieszkańcy Rożyńska. Historia związana jest z orszakiem weselnym, który przeprawiał się na wysepkę położoną na jeziorze Druglin, nad którym położony jest Rożyńsk. Podobno przeprawa ta zakończyła się niestety tragicznie. Postanowiliśmy nawiązać do tej znaczącej historii i znaleźć miejsce na wspominanie tego wydarzenia w ramach rożyńskiego święta Sobótki.

Przygotowania miały kilka wątków. Z każdym spotkaniem przyłączało się coraz więcej osób. Każdy mógł znaleźć dla siebie jakąś rolę i wspomóc wspólne budowanie lokalnego święta opartego na dziedzictwie kulturowym tego miejsca. Nagrywaliśmy przypomniane piosenki, spisywaliśmy ich teksty, uczyliśmy się melodii, zaczęliśmy grać je na instrumentach. Mimo tego, że była to praca przygotowawcza, zazwyczaj jak to przy muzyce i tańcach bywa, było dużo radości i zabawy. Powstała z tego międzypokoleniowa grupa śpiewacza, a także międzypokoleniowa kapela złożona z miejscowych i przyjezdnych grajków-miłośników. Przypomniane sobie, jak również zasłyszane gdzie indziej piosenki, miały być śpiewane na sobótkowym pikniku. Grupa młodzieży z Rożyńska pracowała dodatkowo z Alicją i Markiem Ruczko nad przygotowaniem wieczornego spektaklu na wodzie.

W końcu nadszedł gorący czas organizacji i przygotowania dnia sobótkowego. Przy tak dużym przedsięwzięciu potrzebne było zaangażowanie wielu osób z Rożyńska i nie tylko. Spoza sobótkowej wioski dołączyła do nas nieformalna grupa młodzieży–tancerzy z ogniem  z Rogalika oraz muzycy zespołu Art Machina z Ełku i inni ludzie dobrej woli. 

Dzień sobótkowy dla wielu zaczął się bardzo wcześnie od pieczenia, gotowania przypomnianych sobie na tą okazję dań według tzw. „bieda przepisów”, czyli potraw, które gotowało się w czasach, kiedy nie było zbyt dużo dostępnych składników. Potrawy te uświetniły popołudniowy piknik . Od rana odbywały się także próby i przygotowywania scenografii do wieczornego spektaklu.

Późnym popołudniem, przy rożyńskich blokach mieszkalnych, zaczął gromadzić się nietypowy tłum osób. Wszyscy dołączający do zbiorowiska byli kolorowo ubrani, na głowach mieli zawadiackie peruki lub kwieciste kapelusze. Ta nietypowa, kolorowa i roześmiana wspólnota ruszyła przy dźwiękach bębnów i w towarzystwie wirujących ogni korowodowym szlakiem po Rożyńsku. Ze strony kolorowej parady słychać było na zmianę dochodzące dźwięki brazylijskiej samby wygrywanej przez ełckich bębniarzy oraz polskie piosenki grane i śpiewane przez wesołych mieszkańców i gości. Roztańczony i rozśpiewany korowód przeszedł przez całą wieś i szlak swój zakończył na plaży. Nad jeziorem zaczęły pojawiać się kolorowe koce i rozpoczął się piknik. Na pikniku pojawili się także mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Piknikowi towarzyszyły różne atrakcje przygotowane przez społeczność Rożyńska. Oprócz pysznych potraw powstałych z „bieda przepisów”, były konkursy dla dzieci i dorosłych, było również wspólne śpiewanie tradycyjnych piosenek oraz tańce. Podczas pikniku do tańca grały połączone siły miejscowych i przyjezdnych muzykantów.

Gdy zapadał już zmrok, zgromadzeni ludzie zaczęli niecierpliwie wyczekiwać wieczornego spektaklu. W końcu, na jeziorze pojawiły się wypływające zza wyspy i oświetlone ogniem łodzie, a na nich ubrane na biało panny-wodnice i eleganccy wioślarze. W pierwszej łodzi na czele tego nietypowego orszaku płynęła Panna Młoda. Dziewczęta śpiewały polskie tradycyjne pieśni obrzędowe, które z mocą niosły się po tafli jeziora Druglin. Pieśni opowiadały kolejne etapy obrzędu zaślubin. Orszak zataczał ogniste koła na jeziorze i zbliżał się do plaży. Gdy łodzie dopłynęły do brzegu, ze stodoły znajdującej się za plecami uczestników wydarzenia rozległa się muzyka. Weselnie przyozdobione drzwi stodoły zostały z hukiem otwarte i ku zaskoczeniu wszystkich pojawił się w nich Pan Młody w towarzystwie orkiestry. Pan Młody głośno zaczął się domagać Panny Młodej, która stała już na brzegu, jednak panienki łatwo nie chciały oddać Młodej. Rozpoczęła się szalona gonitwa. W końcu Panna została złapana i wszystkie panienki, kawalerka i widzowie, którzy jednocześnie stali się gośćmi weselnymi zaczęli śpiewać i tańczyć dookoła pary młodej. Taniec przerwał  dobiegający z jeziora dźwięk ligawki, który wzywał Młodych do odpłynięcia. Państwo Młodzi odprowadzeni do brzegu przez orszak i gości weselnych, wsiedli na oświetloną łódź i zaczęli odpływać. Z brzegu Młodych żegnali wszyscy zgromadzeni oraz panny, które przemienione w wodnice śpiewały w nieznanym języku rytmiczne pieśni przy akompaniamencie bębnów i grzechotek. Nagle, z widocznej z brzegu wyspy zaczęły unosić się w górę dziesiątki lampionów świetlnych, które ginęły na niebie tak jak kiedyś Para Młoda zginęła na jeziorze… Tak oto, na pamiątkę tej historii, mieszkańcy Rożyńska od dwóch lat wspominają ją raz w roku w noc sobótkową.

Skomack Wielki

W Skomacku prace teatralne prowadzone były od 2008 roku. W realizacji tegorocznej nie chodziło już  tylko o sam spektakl, ale o to jak zastosować sztukę teatru w celu uaktywnienia miejscowej społeczności, tak by zdarzenie teatralne było nie tylko wydarzeniem artystycznym, ale także społecznym. Służyły temu otwarte próby do spektaklu, warsztaty teatralne prowadzone przez zaangażowanych do projektu aktorów, czy spotkania dyskusyjne o kulturze Japonii. Gwarancją skuteczności tych działań, były doświadczenia pracy z lat poprzednich, oraz bliski kontakt z niektórymi mieszkańcami Skomacka, wypracowany przez systematyczną trzyletnią pracę. Pełne ufności, absolutne zaangażowanie się grupki miejscowej młodzieży (pięcioro z nich wzięło czynny udział w spektaklu) w działania teatralne, wskazywało na skuteczność i celowość tej długiej i cierpliwej pracy, oraz otworzyło nowe nadzieję na przyszłość.

Końcowy efekt prac - spektakl NUE, zainspirowany był klasyczną, japońską sztuką teatralną o tym samym tytule autorstwa Zeamiego. Fabuła sztuki jest bardzo prosta: oto wędrowny mnich trafia do małej nadmorskiej wioski. Nie mając miejsca na nocleg postanawia, pod namową miejscowego wieśniaka, przenocować w osamotnionej świątyni. W środku nocy odwiedza go bardzo dziwny gość. Z pozoru wygląda jak rzeczny przewoźnik, ale jego zachowanie zdradza, że jest jakąś nieludzką istotą. W trakcie rozmowy okazuje się, że jest duchem chimery zwanej Nue, pokutującym za zło, które uczynił za życia. Opowiada mnichowi o tym w jaki sposób zginął i jak jego duch znalazł się w tej zapomnianej przez Boga i ludzi wiosce. Po czym znika. Po dniu, w trakcie którego mnich dowiaduje się od miejscowego wieśniaka szczegółów całej historii, nastaje kolejna noc. Duch Nue pojawia się po raz kolejny, ale już w swojej prawdziwej, przerażającej postaci. Wykrzykuje swój ból i rozpacz, jego zniewolona dusza nie może zaznać spokoju i nie może wyzwolić się z ziemskiego przywiązania. Tylko czyjaś szczera modlitwa w jego intencji może to zmienić. Pełen miłosierdzia i litości mnich spełnia jego prośbę i Nue zostaje wyzwolony od ziemskiego przywiązania.

Dlaczego japońska historia o zniewolonym duchu w Skomackim Spichlerzu? Ponieważ Spichlerz nie zawsze służył do przechowywania zboża. W trakcie wojny jego przeznaczenie było znacznie inne, o czym świadczą kraty w oknach. Spichlerz przechowuje w sobie tajemnice cierpienia i rozpaczy więzionych w nim żołnierzy.

Podstawą adaptacji był klasyczny tekst japońskiego teatru NO pod tytułem NUE, autorstwa Zeamiego. Ponieważ dostępna była tylko angielska wersja sztuki, tłumaczenia na potrzeby projektu dokonał reżyser spektaklu. Następnie oryginalne tłumaczenie zostało strawestowane, by spełniało warunki lokalnej specyfiki. Nazwy miejscowości japońskich zamienione zostały na nazwy miejscowe; japońskie imiona i nazwy zostały usunięte lub zamienione na wyrazy bliskoznaczne, korespondujące z europejskim kodem kulturowym, nie pozbawiając przy tym tekstu jego integralnej struktury.

Główny kierunek adaptacji określała specyfika miejsca realizacji spektaklu, którym był stary spichlerz, a który w trakcie drugiej wojny światowej był miejscem więzienia i kaźni żołnierzy polskich.

Historia Nue, zrozpaczonego demona, pozbawionego nadziei na wyzwolenie z zaklętego koła przeznaczenia, uwiązanego do jednego miejsca, w którym pojawia się jako zjawa każdej nocy, była odpowiednim materiałem do metaforycznego ujęcia historii poległych żołnierzy. Japońska historia, z pozoru tak odległa od doświadczenia mieszkańców mazurskiej wsi, poprzez swoją tematykę i poetycką wizję, wpisywała się idealnie w genius loci starego skomackiego spichlerza i jego smutną historią. Stała się wywoływaniem duchów, jak w starosłowiańskim obrzędzie dziadów. Przedstawienie NUE w pierwszej części odbywało się przed frontonem starego spichlerza i miało formę zbliżoną do japońskiego teatru NO. Główni aktorzy ucharakteryzowani byli na japońskich samurajów, zaś żeński chór na gejsze. Akcja rozwijała się w wolnym, charakterystycznym dla teatru japońskiego, tempie i opierała się głównie na dialogu pomiędzy chórem i aktorem protagonistą. Scena oświetlona była pochodniami, co nawiązywało do dawnej tradycji „NO w świetle ognisk”. Ruch aktorów ograniczony był do minimum, a punkt ciężkości położony był głównie na tekście – opowiadanej historii. Ze względu na spektakl plenerowy, aktorzy używali przenośnych mikroportów i mikrofonów bezprzewodowych.

W drugiej części spektaklu, jego forma zaczynała się zmieniać (pojawienie się aktora we współczesnym kostiumie wieśniaka), by w finale porzucić kompletnie kostium japoński i nawiązać wprost do historii związanej ze spichlerzem. Finałowa scena odbywał się w oknach i odrzwiach budynku , oświetlonego od środka, w którym widoczni byli aktorzy w kostiumach żołnierzy – widm.

Całość spektaklu kończyła długa projekcja zmontowana z serii zdjęć rodzinnych mieszkańców Skomacka i okolic. Były to głównie zdjęcia żołnierzy różnych formacji i różnych stron konfliktu wojny światowej, co podkreślało tragiczną historię mieszkańców ziemi mazurskiej, wcielanych często do wrogich sobie armii.

ORZECHOWO

Podsumowaniem całego projektu była akcja we wsi Orzechowo. W odróżnieniu od dwóch poprzednio opisywanych środowisk, w których CEiIK prowadził działania w dwóch ubiegłych latach, Orzechowo zostało objęte tak intensywnymi pracami po raz pierwszy. Orzechowo wyróżniał także fakt sporego zainteresowania męskiej części społeczności udziałem w przedsięwzięciu. Z tego powodu zdecydowaliśmy się na umiejscowienie w Orzechowie działań plastycznych – wymagających różnych rzemieślniczych umiejętności takich na przykład jak spawanie. Ważnym elementem pracy oprócz planowania i wykonywania szczególnego elementu scenografii – dużej mobilnej rzeźby kłobuka, było wspólne z mieszkańcami wymyślanie lokalnej legendy, która następnie stała się podstawą scenariusza widowiska. Poniżej zamieszczamy jej fragmenty:

Nasza opowieść wiąże się z najbardziej znanym duchem mazurskim - kłobukiem, nazywanym też chobołdem lub  latańcem. Licho to  nie zabiegało o duszę człowieka. Za swoje usługi wymagało jedynie troskliwej opieki.  Dostawał się wszędzie, nie zważając na najmocniejsze zamki. Okazywał wielkie przywiązanie do ludzi i chętnie z nimi zamieszkiwał. Kłobuka pojawiał się w postaci czarnej, zmokłej kury. Należało ją osuszyć i ogrzać w domu, a następnie otoczyć troskliwą opieką i zapewnić ciemne pomieszczenie, najlepiej na strychu, w beczce z piórami. Mógł to też być pokój pomalowany na czarno lub obity czarną materią, w którym znajdowało się posłanie z ciepła pierzyną. Kłobuk wymagał dobrego jedzenia – najlepiej jajecznicy z tłustymi skwarkami. Nie gardził też kluskami z winem. Troskliwie pielęgnowany nie opuszczał mieszkania w ciągu dnia, dopiero ciemną nocą rozwijał swoją działalność. Wydostawał się wtedy przez komin i widać go było, jak leciał z długim, ognistym ogonem. Lecąc obficie sypał iskrami.  Niektórym gospodarzom potrafił ukraść wszystko – zboże, słoninę, pieniądze, złote przedmioty, płótno i wiele innych rzeczy. Wszystko to znosił swoim żywicielom, którzy w niedługim czasie dochodzili do wielkich bogactw. Pieniądze i chleb nigdy się u nich nie wyczerpywały, a strychy groziły zawaleniem od nadmiaru zboża. Należało tylko współczuć uczciwym, u których komora była zawsze pusta. Związek z kłobukiem zawsze bywał fatalny, gdyż nie można było rozejść się z nim w zgodzie. Gdzie się zagnieździł, dobrze służył swoim opiekunom, ich dzieciom i wnukom. Gdy się jednak komuś sprzykrzyło jego towarzystwo, to pozbawiony dotychczasowej opieki zaczynał się mścić. Tak jak przedtem znosił do domu wszelkie bogactwa, tak teraz mógł je wynosić. Mógł też spalić całe gospodarstwo. Szczęśliwy był ten, kto nigdy nie miał z kłobukiem do czynienia, gdyż związek ze złymi siłami zawsze ostatecznie musiał przynieść złe owoce.

Dawno  temu w Orzechowie jeden z gospodarzy – Horst Tomaszewski miał latańca. Odziedziczył go jeszcze po dziadku. Ten lataniec był dziwny, inny niż te, o których bajali Mazurzy. Kochliwy był. Świata nie widział poza córką Ottona Schinke – Lidią. Nachodził ją, znosił jej przeróżne bogactwa, innych zalotników odpędzał.  Dziewczyna była nieszczęśliwa z  powodu  tych zalotów, a szczególnie niesławy i niechęci innych ludzi z wioski. Została starą panną i zaczęła  zajmować się czarami. Wreszcie umarła. Ludzie w Orzechowie opowiadają, że nie można jej było pochować – bo wóz wiozący trumnę, chociaż zaprzężony w sześć koni, co rusz grzązł w piachu. Taki to był ciężar.

A kłobuk z żalu zaczął szaleć – domy i stodoły palił, burze sprowadzał, ludzi majątku pozbawiał. Wreszcie orzechowski Cygan  – Filon Kwas, który na trąbie - ligawce, przywiezionej skądś  z Polski, grać umiał, wezwał jej magicznym dźwiękiem ducha Lidii. Przybyła  z jeziora, jak Panna Młoda, w orszaku boginek wodnych. Kłobuk, natychmiast ruszył  na spotkanie Lidii. A kiedy ją zobaczył, tak wielką miłością zapłonął, że prawdziwy ogień wzbudził i  w popiół się obrócił.

I tak to Orzechowo od złego się uwolniło. Od tamtych czasów we wsi, po zakończeniu żniw, żeby zebrane zboże bezpieczne w stodołach i spichlerzach  było, gra się na ligawce do jeziora. Dźwięk magiczny niesie się po wodzie. A niekiedy, choć bardzo rzadko, przychodzi duch Lidii i znów spotyka się z kłobukiem.

W dniu 23 sierpnia odbyła się prezentacja przygotowanego widowiska plastycznego. W jego wykonaniu wzięły udział, oprócz mieszkańców Orzechowa, także grupy z pozostałych wiosek – z Rożyńska grupa śpiewacza, teatralna ze Skomacka, muzycy, śpiewacy i aktorzy z Olsztyna. Łącznie w wykonaniu spektaklu wzięło udział ponad 40 osób.

Szacujemy, że łącznie w trzech spektaklach wzięło udział ponad 1200 osób. Na zakończenie projektu został przygotowany folder z obszerną dokumentacją opisową i fotograficzną projektu.

          

1. Sobótka w Rożyńsku - czerwiec 2010
2. Sobótka w Rożyńsku - czerwiec 2010
3. Spektakl NUE - Skomack Wielki, sierpień 2010
4. Spektakl NUE - Skomack Wileki, sierpień 2010
5. Opowieść teatralno - plastyczna "Orzechowski Lataniec" - Orzechowo, sierpień 2010
6. Opowieść teatralno - plastyczna "Orzechowski Lataniec" - Orzechowo, sierpień 2010
7. Opowieść teatralno - plastyczna "Orzechowski Lataniec" - Orzechowo, sierpień 2010
8. Opowieść teatralno - plastyczna "Orzechowski Lataniec" - Orzechowo, sierpień 2010

Do góry

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury
na lata 2007-2013.

Polityka prywatności © 2013 Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie.
Projekt graficzny i wykonanie techniczne: CIRUTdesign.
Poznaj lepiej nasz region: