Alosza Awdiejew, polski bard z rosyjską duszą
Chyba to jedyny profesor zwyczajny w renomowanej europejskiej uczelni, który ze sceny bawi publiczność rosyjsko-cygańskimi balladami i żydowskimi szmoncesami.
Szerszej publiczności prof. Aleksy Awdiejew bardziej jest jednak znany jako Alosza Awdiejew, bard i aktor, znany z telewizyjnych programów, występów w „Piwnicy pod Baranami”, jak również z ról filmowych, m.in. Zajcewa w „Ekstradycji”. Jako pieśniarz i humorysta pokazał się również na koncercie 15 lipca w sali CEiIK w Olsztynie.
– Od 43 lat mieszkam w Polsce i nikt nie chce wierzyć, że jestem Rosjaninem – wyznał na wstępie. – Kiedyś syn mnie pyta, czy jest Polakiem czy Ruskiem? Ja mu odpowiadam: „A po co ci to, synku?” Na co on: „Bo sąsiad ma fajny rower i nie wiem, czy go pożyczyć, czy podpieprzyć?”
Ten wątek pojawia się na każdym występie Aloszy Awdiejewa, który urodził się w 1940 roku w Stawropolu, ale studia (filologię polską) kończył na Uniwersytecie Jagiellońskim. I został już w Krakowie na stałe, a obecnie pracuje w Instytucie Rosji i Europy Wschodniej UJ. Powiada, że im więcej dzieje się w Rosji, tym jest szczęśliwszy, że tu mieszka.
– Polska to jedyny kraj na świecie, gdzie można pocałować w rękę kobietę, czy ona tego chce, czy nie chce. Gdybym w Rosji spróbował to zrobić, to bym zaraz dostał po gębie, chyba żeby była to kobieta jednoręka.
Alosza żałował jedynie, że nie jest poetą, bo by słowem wielbił kobiece wdzięki, a tak pozostaje mu ograniczyć się do zaśpiewania romansu, np. „Śnieżynka puszynka”. Tych romansów publiczność usłyszała więcej, przyjmując je z nostalgią, co udzieliło się także pieśniarzowi.
– Czym dłużej żyję na świecie, tym bardziej się czuję jak stary ruski... Cygan – wyznał intonując kolejny romans. Zaśpiewał też „Podmoskiewskie wieczory” kojarzone z minioną epoką, wcześniej zastrzegając: „Komunizm – nie! Nostalgia – tak!”
– Nie miałem wpływu na to, że urodziłem się w tamtym ustroju. Ale nasza przeszłość jest częścią naszej duszy. A pluć w duszę jest niewygodnie i... niehigienicznie – dodał artysta.
Nie obeszło się bez weselszych tematów związanych ze słowiańską obyczajowością (wiadomo – alkohol łączy ludzi) oraz legendarną Odessą, gdzie „wszystko się zaczęło”. Na przykład przestępczość zorganizowana, bo już w latach 20. ubiegłego wieku niejaki Daniła ukradł beczkę spirytusu, beczkę sprzedał, a pieniądze... przepił. Albo skąd pochodzi stepowanie? Z Odessy, gdzie inny obywatel miał piętnaścioro dzieci i tylko jeden nocnik.
– Nawet mnie pytają, czy się urodziłem w Odessie? Namawiałem matkę, by mnie tam urodziła, ale wybrała inne miejsce – ujawnił Awdiejew i zaśpiewał o miłości w Odessie. Jak mówi, z tego miasta wywodzi się wielu „nowych Ruskich”, którzy opanowali całą Wielką Brytanię i chcą nawet kupić królową angielską. Ta warstwa jest nieprzyzwoicie bogata, a to już grzech na nowej liście grzechów w Watykanie. Dlatego Alosza Awdiejew zapewnia, że jest tylko średnio bogaty, choć wolałby być „przyzwoicie bogaty”.
– Ale Pan Bóg jest na tyle sprawiedliwy, że jednemu daje jedzenie, a drugiemu apetyt.
W ten przewrotny sposób Alosza nawiązał do talentu Marka Piątka, który na gitarze solowej towarzyszył mu podczas koncertu. Na gitarze basowej grał Kazimierz Adamczyk. Sam prof. Awdiejew też akompaniował sobie na gitarze hiszpańskiej. Ten rodzaj gitary podobno był źle widziany w Kraju Rad, ponieważ na takim instrumencie grywał generalissimus Franco, a więc gitarę hiszpańską uznano za... faszystowską.
Pytany przez nas przed koncertem o związki z Olsztynem, Aleksy Awdiejew odpowiedział, że bywa tu jako naukowiec na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Ale olsztyńscy słuchacze pamiętają go również z występów artystycznych, więc nic dziwnego, że przychodzą chętnie posłuchać go na koncertach.
MK








