Kolędowanie w Klebarku Wielkim

Leśne ludki rodem ze Szwajcarii, węgierski furman strzelający z bicza i swojska pastorałka w wykonaniu rodzimych artystów – tacy kolędnicy odwiedzali domostwa w Klebarku Wielkim. Była to pierwsza część sesji projektu Laboratorium Tradycji 2010 organizowanego przez Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie.

Gospodarzem projektu jest Schola Teatru Węgajty, a jak mówi przedstawiciel tej grupy Johann Wolfgang Niklaus, ma on służyć lepszemu wzajemnemu zrozumieniu się różnych kultur i narodowości. A jak się można lepiej zrozumieć, jeśli nie poprzez poznanie tradycji i obyczajów swoich bliższych i dalszych sąsiadów? W tym właśnie poznanie kolędy – słowa wieloznacznego, bo już kojarzonego z rzymskimi kalendami styczniowymi. Kolęda to także pieśń bożonarodzeniowa, podobnie jak pastorałka, ale to przede wszystkim kolędowanie, czyli odwiedzanie się w okresie noworocznym, zachodzenie z życzeniami do sąsiadów. Mowa o kolędzie zwiastującej nadejście nowego, pomyślnego i urodzajnego okresu w życiu każdego domu i gospodarstwa. Taki obyczaj ukształtował się w wielu krajach, chociaż przybierał różne formy.

Widać to było wyraźnie podczas kolędowania w Klebarku Wielkim koło Olsztyna, gdzie najpierw uczestnicy Laboratorium Tradycji 2010 wzięli udział w warsztatach, podczas których uczyli się kolędniczych pieśni – polskich, szwajcarskich i węgierskich. Tylko z trzech krajów, ponieważ tego dnia (31 stycznia) nie dojechali jeszcze śpiewacy z rumuńskiego chóru Byzantion. Ale i tak wachlarz repertuaru był szeroki, a choć słowa kolęd sprawiały pewną trudność, to ich klimat wydawał się bliski. Trzeba dodać, że warsztaty odbywały się w sali św. Mikołaja, naprzeciw klebarskiego kościoła, a gościnnie wziął w nich udział Jacek Hałas, kolędnik z Przeźmierowa koło Poznania.

Potem składający z ok. 40 uczestników wielobarwny korowód ruszył w dół wsi, po drodze zachodząc na podwórza miejscowych gospodarzy, gdzie prezentował swoje artystyczne umiejętności. Zaczynali gospodarze, czyli Schola Teatru Węgajty, intonując tradycyjne kolędy, a wśród wykonawców białymi kostiumami wyróżniali się... Anioł i Śmierć. Największe emocje wzbudzali jednak kolędnicy Chlausen z regionu Appenzell Auserrhoden w Szwajcarii. Kilka osób, w tym dwoje dzieci, przebranych było w stroje leśnych ludków, czyli z naturalnego igliwia, a na twarzach mieli tajemnicze maski, spod których wydobywało się specyficzne jodłowanie. Przypomnieli w ten sposób obrzęd sylwestrowy, który w ich krainie obchodzi się 13 stycznia (według kalendarza juliańskiego). Wtedy kolędnicy w zielonych kostiumach przemierzają górskie szlaki, zachodząc od gospodarstwa do gospodarstwa życzeniami urodzajnego roku.

Z kolei węgierscy artyści zaprezentowali repertuar bliski wyobrażeniom o tradycji naszych bratanków, łącznie ze spektakularnym strzelaniem z bicza. Jak nam powiedział grający na bębnie Szilárd Nagy, absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, grupę tworzą aktorzy Teatru Łabędziego Śpiewu z Budapesztu, którzy nadają występom formę spektaklu, a obok nich muzycy i tancerze ze Stowarzyszenia Kulturalnego Hol-Ter z Debreczyna. Kontakt z kolegami z Węgajt nawiązali poprzez Jacka Hałasa, a od dwóch lat biorą udział we wspólnych wydarzeniach kulturalnych w Polsce i na Węgrzech.

Kolędowanie na każdym podwórzu kończyło się podobnie: drobnym poczęstunkiem, co oznaczało kawę i herbatę, ale także gorzałkę polewaną w kieliszeczki. Żeby rozgrzać kolędnikom, ale im nie zaszkodzić.

Klebark Wielki był pierwszym przystankiem Laboratorium Tradycji 2010. Nazajutrz grupy przeniosły się do Węgajt i Jonkowa, a w następnej kolejności – do Supraśla na Podlasiu. Ale zapewne odnawianie tradycji na tym się nie skończy.

MK   

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury
na lata 2007-2013.

© 2009 Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie.
Projekt graficzny i wykonanie techniczne: CIRUTdesign.
Odsłony: